Dziś żegnamy się z Laosem. Miał on być tylko krótkim przystankiem między Wietnamem a Tajlandią. Na nasze szczęście wyszło inaczej i udało się nam zostać w Laosie dłużej niż początkowo planowaliśmy.
W Azjii często można się pozytywnie zaskoczyć, zwłaszcza jeśli nie ma się zbyt wysokich oczekiwań. Czasem oczywiście sytuacja bywa odwrotna, szczególnie w przypadku bardziej komercyjnych miejsc. My nie mamy na co narzekać. Najmniej interesującym miejscem na naszej trasie okazał się Vientian. Spodziewaliśmy się tego, chociaż i tu pewnie można odkryć piękne miejsca, tylko potrzeba na to czasu, którego my już niestety nie mieliśmy.
Jeśli chodzi o transport do Bangkoku to cena biletu łączonego (bus, pociąg do granicy , pociąg z granicy do stolicy Tajlandii) w hotelach i biurach turystycznych to koszt ok. 240 000- 300-000 K/os, 106- 130 PLN, tych tańszych trzeba trochę poszukać (np. w menu restauracji Little Hanoi) Oczywiście można też bilety kupić przez internet i dojechać na własną rękę, ale wydaje się nam, że cenowo wychodzi podobnie.
To nasza pierwsza granica kolejowa. Jakoś dziwnie to wszystko jest tu zorganizowane. Najpierw, dojazd do granicy laotańskiej i, o zgrozo, kolejne okienko gdzie trzeba było uiścić opłatę w wysokości 10 000 K !!!!
Oczywiście wszystkie pieniążki już wydaliśmy. Znowu musieliśmy zapłacić w dolarach ( 3$ za 2 osoby).Poczuliśmy się wydojeni.
Następny był pociąg ktory jechał na granicę tajską.Przejazd trwał 15 min, a czekaliśmy na niego 1,5h.......
Formalności po stronie tajskiej przebiegły bez problemów i bez żadnych dodatkowych opłat.
Ostatnim etapem był nowy i wygodny pociąg sypialny. Mięciutkie materace, czysta pościel, woda dla każdego pasażera, no i co najważniejsze, brak karaluchów.
Tym razem udało nam się wyspać.